Długo się zabierałam za tego posta. Dzień operacji mojej Mai był absolutnie najgorszym w moim życiu, ale wierzę, że był oznaczony tzw. gwiazdką w Jej życiu, dla Mai to był początek nowego funkcjonowania, nie tylko pod względem fizyczności, ale też społecznie.
24 lutego, w urodziny mojego męża wyjechałyśmy we trójkę pociągiem intercity;) do Warszawy. 2h40min przelecialo bardzo szybko. W pociągu w przedziale razem ze mną, Mają i Olką-moją siostrą siedziała z nami przemiła Pani. Nie znam imienia, nie pamiętam już twarzy, ale wiem, że nikt obcy tak pięknie nas nie potraktował nigdy wcześniej. Nie zapytała dosłownie o nic, była tak miła, żartowała z nami, zabawiała Maję, cudowna kobieta. Słowem nie zapytała o rozszczep.
Dojechałyśmy do Wawy, potem do domu koleżanki i dalej już przed 14 do IMiD. Tam IP, badanie (dr Budner - oschła, ale kompetentna i ma swoje wewnętrzne ciepło:). Przydzielono nas na salę z nr 7. Niebieskie łóżeczko z metalu po lewej stronie. Na noc materac i koc. Tamten dzień spominam tak jeszcze normalnie, pamiętam, że nie mogłam uwierzyć, że to już W nocy ciężko mi się spało, patrzyłam na tę odwróconą siódemkę na drzwiach i dalej nie wierzyłam że to JUŻ. JUŻ!
3 w nocy ostatnie karmienie. Potem rano dużo płaczu.
Płacz, płacz, płacz.......... Maja była druga w kolejności do operacji. Miała być brana między 10-10:30. O 12:30 kiedy latałam z kroplówką nie miałam już siły. Maja płakała i niewiele mogłam zrobić... Pamiętam, że obawiałam się tego momentu, kiedy Ją zabiorą. A teraz się o niego modliłam. Niech już Ją wezmą, niech już tak nie cierpi. Zaraz potem Maja się uspokoiła, kropłowka nawadniająca zaczęła działać. Zostawiłam Ją z siostrą i poszłam do sali po coś, kedy weszła pielęgniarka zabrać Ją na operację!!! Kroki jakie wykonałam w kierunku mojej siostry żeby wziąć Maję, a potem w kierunku bloku z Nią na rękach były takie jakbym miała nogi z ołowiu... Serce mi stanęło, naprawdę przestało bić. Nie oddychałam. Zatrzymałam się przed anastazjolog i pielęgniarką anastezjologiczną. Zadały kilka pytań, a potem pielęgniarka wyciągnęła ręce do Mai, a Maja do niej. I poszła do niej na ręce..... I anastezjolog: mama chowaj się. A ja stałam jak słup soli. W końcu drgnęłam, one poszły. Odwróciłam się i spojrzałam na Maję ostatni raz - widziałam jej spojrzenie, kiedy zamykały się drzwi bloku operacyjnego. Potem poszlam do sali i dałam upust emocjom i płaczu.
3 godziny trwała operacja.
Kiedy doktor Surowiec wyszedł, wszystko mi objaśnił. Potem czekałam, aż wreszcie mnie zawołali. Pobiegłam!!!!!!!!!! I miałam Ją znów przy sobie, moją małą kruszynkę, która teraz zaciągala się powietrzem, leżąć otępiona lekami na sali pooperacyjnej. Zapach alkoholu do dezynfekcji. Krew lejąca się, kroplówki... I Maja otwierająca oczy na milimetr, próbująca się podnosić, wzięłam Ją kilka razy na ręce, śpiewałam, a Ona taka maleńka, cierpiąca... Te obrazy zachowam na zawsze w swoim sercu i dzielę się nimi ostatni raz. Kiedy kazano mi opuścić oddział nie umiałam się pozbierać, wielkie dzięki dla mojej kochanej siostrzyczki Olki za to, że to ona mnie zbierała :)
Znó musiałam Ją zostawić. Na całą noc.