Koniec informowania w Zabrzu. Powrót do szpitala. Nie wypiszemy Was. Kolejne dwa dni w szpitalu, koszmar. Na trzeci dzień znów oczekiwanie na karetkę. I na ostatnią minutę karetka zjawia się. Dzwonię do męża: jedź. Ordynatorka oddziału noworodków mówi jednak,że nie zdążymy, proszę pielęgniarce przekazać pytania. W tym czasie rozbierają Maję, wtykają jej sondę do gardła, dławi się, kaszle, łapie oddech, oni wyciągają jej z żołądka mleko, przygotowują do karetki, Maja płacze. Chwytam ją za rączkę, lekarz z karetki karze mi wyjść. Przeszkadzam.... Wychodzę, słyszę jej płacz, sama płaczę, aż dopada mnie spazmatyczny płacz. Pojawia się mąż z synkiem, mówię im że nie jedziemy. Patrzę na oddzial, wkładają Maję do inkubatora. Nie patrzę, tylko słyszę jej płacz, proszę pielęgniarkę, żeby o nią dbała, opiekowała się nią, daję jej moje odciągnięte mleko i patrzę jeszcze za odjeżdżającym inkubatorem, w którym płacze moja córeczka. Odjeżdża do Zabrza, a ja zostaję. Długie godziny czekam na nią w domu, myślę o niej i płaczę. W końcu dzwonię do szpitala: już jest, możecie przyjechać po nią. Jedziemy, moja coreczka spi na brzuszku na oddziale noworodków. Już ją mam, już jej nie zostawię ani na sekundę.
piątek, 13 lipca 2012
Pobyt w szpitalu
W szpitalu było mi ciężko, chłodne położne, bo mają przecież tyle dzieci na glowie (nie wszystkie rzecz jasna), a ja gonię za nimi z Mają w rożku, żeby mi ją nakarmiły, bo malutka płacze. Niemiłe lekarki z oddzialu noworodków, mające pretensję, że nie czekam na nie jak pies przy budzie, tylko od czasu dp czasu chodzę do WC. Maja urodziła się w sobotę. W środę miała mieć transport karetką N do Zabrza na konsultację. Piąty dzień w tym okropnym szpitalu, odcięta od informacji i od wszystkiego, z dala od ukochanego synka. Na szczęście z kochaną córeczką. Środa - jedziemy do Zabrza. W Zabrzu kolejna niemiła pani w poradni rozszczepów informuje mnie sucho, że "dwie operacje, raz-warga na 6 mcy, dwa podniebienie na 1-1.5 roku", "polecamy Katowice, Warszawe i Polanice". Pytam, co wybrać: "te trzy polecamy" i koniec. Za chwilkę telefon ze szpitala: karetka nie dojechała, proszę wracać. Wypiszemy Was i załatwimy nową konsultację.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz