czwartek, 29 sierpnia 2013

Kiedy mnie do Niej zawołali...

Znów wracam do daty 25 lutego 2013, godzina ok. 15:30. Rozmawiałam już z dr Surowcem, czekam i chodzę w kółko po hallu, leżącym pomiędzy oddziałami, czekam aż mnie zawołają do mojej Majusi. Jak ona musi przeżyć wybudzenie, czy dozna szoku na uczucie zupełnie nowej wargusi i podniebienia? W tamtej chwili najmniej interesował mnie jej wygląd - dosłownie. Po prostu chciałam już być przy niej i cierpieć razem z nią lub móc jakoś ukoić jej ból, cokolwiek... Dla mnie mogła zostać taka jaka była - ale nie dla świata. Po to jej cierpienie, aby miała normalne życie - tak to sobie od zawsze tłumaczę. Za każdą igłą, wenflonem, zastrzykiem, krzykiem, płaczem - że to dla Jej dobra. I w końcu pielęgniarka wychodzi zza drzwi oddziału pooperacyjnego i woła moje nazwisko. Biegnę, dosłownie biegnę, a ona patrzy na mnie jak na wariatkę. Sala nr 3, wchodzę, JEST!!!!!!!!!!!!! Moje serce, mój skarb leży na łóżeczku, bokiem, buźkę ma zaklejoną plastrem, więc nie widzę szwów. W dziurce nosa nowo zrekonstruowanej ma jakąś substancję. Wiecie jak dziecko oddycha o ogromnym płaczu? Zachłystuje się wręcz powietrzem. Maja stękała i tak właśnie łapała powietrze. Wtedy zrobiłam jej telefonem JEDNO zdjęcie. Kiedy było "czysto". Potem z noska i z buzi sączyła się krew, plastry zrobiły się czerwone. Okryłam Ją jej różowym kocykiem, położyłam obok jej podusię, niech czuje dom. Ja czułam wtedy taki alkohol do sterylizacji, Mai buzia cała nim "pachniała". Około 3 lub 4 razy podniosła się na czworaka, kabelki i kroplówki plątaly się, a ja wtedy brałam Ją na ręce, taką biedną, kompletnie bezbronną, jęczącą. Strasznie się wtedy bałam Ją trzymać. Po 5h musiałyśmy iść do domu (ja i siostra, która była przy mnie). Przykro mi też, że naraziłam Olę, moją siostrę, na przeżywanie tej traumy razem ze mną. Kiedy wychodziłyśmy, Maja jakby intuicyjnie zaczęła płakać. Pielęgniarka - Bogu dzięki cudowna! - wzięła Ją na zmianę opatrunku. Byłam z Nią jeszcze tą chwilę w zabiegowym, zobaczyłam na jej malutkim ciałku wkłucie centralne. Moja biedaczka... Potem pielegniarka kazała nam iść. Wiem, że zaczęłam strasznie płakać , nie umiałam się ruszyć, a po korytarzach niósł się Jej płacz. Potem wyjście, autobus, dom przyjaciółki, zamknięcie oczu przed snem... Ciężko mi to wspominać, ale pamiętajcie, z każdym jednym dniem będzie lepiej, kolejnego dnia zaczęła się nasza nauka picia i jedzenia i nowego funkcjonowania:) Następnego dnia Maja pokazała mi też swój nowy uśmiech!:) A dokładnie 9 dni po operacji jadła już swoje normalne porcje. 2 tygodnie po operacji przestała zrywać się w nocy. 2 miesiące po operacji pierwszy raz sama trzymała i ssała butlę. A w wieku dokłądnie 12 mcy odstawiłyśmy butlę zupełnie i korzystamy z kubka niekapka. Dzieci są dzielne, to my rodzice jesteśmy tym słabszym ogniwem;) Czas po operacji jest trudny, ale musimy pamiętać, że nie dla nas, ale dla dziecka, my mamy nie cierpieć, tylko pomagać dziecku w ulżeniu tego cierpienia i sprawiać, aby wszystko stawało się łatwiejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz