piątek, 15 lutego 2013

Reakcja otoczenia...

Chcialabym dzisiaj napisać o reakcji otoczenia na wadę rozszczepową u mojej córci. Zacznę od samego początku. Czyli od siebie. U mnie nie bylo szoku, była miłość i uwielbienie i chęć do walki o jej zdrowie i lepsze życie. U mojego męża był lekki szok, a może nawet ciężki, bo usiadł i prawie zemdlał chyba;) Ale zaraz się opamiętał, powiedzial, że Ją kocha bez względu na wszystko, co było dla mnie ogromnie ważne. Z racji, że była prawie północ, uznałam, że po rodzicach będę dzwonić później, następnego dnia. Kiedy tego kolejnego dnia wybiła 10 (rodzice nie wiedzieli, że pojechałam rodzić), w końcu wybrałam numer. Pierwsze ogromna radość mamy, pyta czy zdrowa, a ja że zdrowa. Kiedy możemy przyjechać? Choćby zaraz! :) ale mamo, jest coś jeszcze co musicie wiedzieć zanim Ją zobaczycie. Ale moi rodzice przyjęli tę wiadomość ze spokojem i ze wsparciem, mam narpawdę super rodziców. Są to normalni, prości ludzie, być może nawet nie słyszeli o rozszczepach, ale Miłosc z jaką Ją przyjeli była piekna. Jeszcze tego samego dnia z nami byli, nosili, całowali. Reakcja teściowej i szwagierki które do nas tez tego samego dnia przyjechały tez była podobna i budująca ogromne wsparcie:) Ale poza rodziną i przyjaciółmi to by było na tyle pozytywnych reakcji. I radzę się na to przygotować.
Ile było takich sytuacji? Za każdym razem jak wychodzilyśmy międzi ludzi bylo ich kilkanaście, kilkadziesiąt. Wszędzie, oprócz poradni rozszczepów oczywiście;-) Paiętam pierwsze usg bioderek. Było tam kilkananście par z dziećmi, babć... Każdy patrzył, każda jedna osoba, a na kogo ja patrzałam ten spuszczał wzrok. Byłam w szoku! Spojrzenia były natarczywe ciekawskie... Jak małpa w zoo, jak jakiś OBIEKT, a nie dziecko. Myślałam, że ich tam pozabijam, włączył mi się jakiś tryb unicestwiania wroga, ale jedną z 'pań' spytałam czy to spojrzenie jest konieczne. Nie odpowiedziala, nikt nic nie mowił, tylko słychać było gaworzenie Mai  i innych dzieci.
1 listopada, wszystkich sw. ..... Cmentarz w naszejj miejscowosci...... Ludzie odwracający się za nami, stajacy w miejscu i gapiący się na Nią... Szepty, nieprzyjemne spojrzenia. Jedna ze starszych kobiet szepcząca: co ona w tej ciąży zrobiła, że takie dziecko urodziła.
W domu podczas rodzinnego spotkania zwierzam się  bliskim i w odpowiedzi słysze, ze oni na pewno patrzyli się na nas ze wspołczuciem, ze przesadzam..... Wobec takiej reakcji nawet nie mówię o tym bolesnym komentarzu. Zabolało. Oj tych sytuacji było setki. Staram się jednak koncentrować na tym, aby moja corka miała normalne życie  i nie odczuła skutków rozszczepu, zwłaszcza tych emocjonalnych skutków.

PA przy tym wszystkim nie moge zapominac ze mam jeszcze 2,5-letniego synka, ktory tez mnie potrzebuje :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz