Każda mama dzieckątka z rozszczepem myśli sobie jak to będzie z karmieniem. Moja pierwsza myśl, jeszcze na łóżku porodowym to było: nie będę jej karmić piersią! Bardzo mnie to zasmuciło, zwłaszcza, że mojego synka karmiłam piersią rok i było to dla mnie magiczne uczucie, taka niewidzialna więź z dzieckiem. Kochałam karmić piersią i nie wyobrażałam sobie, że moje drugie dziecko nie będzie karmione piersią. Niestety. Niektóre mamy mogą karmić, a nie chcą. Ja pragnęłam karmić, a nie mogłam;( Po porodzie miałam Maję na 10 minut... A tak potrzebowalam jej bliskości, tak bardzo chciałam tulić jej malutkie ciałko, aale zabrali mi Ją. Poszyli mnie, zawieźli na salę poporodową, a Maję na oddział noworodkowy. Mąż kursował między nami przez kolejne godziny, potem wysłalam go do synka. Mnie w nocy przewieźli na oddzial położniczy, do sali, gdzie dwie mamy karmiły piersią. Ogarnął mnie taki smutek, zapytałam pielęgniarkę, czy mogę sprobować karmić Maję. Po chwili przyszla położna z hasłem: słyszałam, że na siłę chce pani dziecko przystawiać do piersi? Mówię: to nie tak... Chyba jeszcze wtedy byłam miła i uprzejma. Po godzinie przyniosły mi Maję. W końcu! Ale tylko na 20 minut. Znów Ją zabrały. Płakalam po cichu jak Ją wzięły, a potem ze zmęczenia zasnęłam. Wstałam o 5 rano, podniosłam się z łóżka... Każda kobieta po porodzie naturalnym wie co to za uczucie jak się wstaje ;) I poszłam do Mai. Leżała pod lampą grzewczą z sondą w nosie, przez którą kapało mleko. W końcu moglam jej dotknąć! Pogłaskać, potrzymać za rączkę. Juz nie widziałam rozszczepu, widziałam tylko jej słodką buźkę. Przyszła położna z kubeczkiem i kazała odciągać mleko. Przez kolejne dwa dni tak ściskałam sutki, że już ich nie czułam ;) Ale leciało:) Na szczęście potem mąż za zgodą ordynatorki przywiózł mi mój laktator i już szło:) Maja piła moje mleko i to było najważniejsze:) A jak piła? Pierwsze podawałam je strzykawką, potem mąż szukal odpowiedniego smoczka, przeszukał internet, ale znaleźliśmy smoczek NUK. Dwa rodzaje: do rozszczepu wargi i do rozszczepu podniebienia. Nam spasował ten do rozszczepu podniebienia. Zakupiliśmy też zestaw Medela Habermann, jednak ostatecznie zostaliśmy przy smoczku rozszczepowym z NUKa. Niestety mleko wylewalo się Mai nosem, dużo też wracało buzią. Ale najważniejsze że przybierała.
Kiedy byla na konsultacji w Zabrzu, pobrano wycisk na płytkę podniebienną, którą po tygodniu odebraliśmy. Płytka (zwana też płytką McNeila) ułatwiła karmienie, ale niestety coś za coś, Maja uzależniła się od niej i bez niej nie chciała już jeść. Widziałam jednak, że z płytką jest spokojniejsza. Po kilku miesiącach, kiedy Maja była większa, karmiłam ją (z założoną plytką) zwykłym smoczkiem z Aventu, trójprzeplywowym, na III, którą musiałam jeszcze naciąć i naciskać. Smoczek rozszczepowy niestety jest ogromny i dzieci mogą się dławić, więc smoczek z Aventu to było wybawienie:)
W poradni rozszczepów w Zabrzu powiedziano nam także o masażu warg, który to wykonuję Mai codziennie po dwa razy, rano przy porannej pielęgnacji i wieczór po kąpieli. Polega to na chwytaniu warg i naciąganiu ich na siebie (chodzi mi oczywiście o dwie wargi górne ;)))). Maja nie lubiła tego, ale przyzwyczaiła się, ma to pomóc w profilaktyce blizny pooperacyjnej. Trzeba także nawilżać dziąsełko, które nie jest niczym przykryte, wystarczy to robić wodą, chociaż ja używałam też Aphtinu od czasu do czasu:). Karmienie nie jest latwe, ale wszystkiego można się nauczyć, a po jakimś czasie przestaje byc ono wyzwaniem, a stae się przyjemnością :-) Jednego bardzo żałuję. Że zamiast cieplego cycusia mamy, Maja ma w buzi gumę smoczka i plastik płytki. Ale staram się jej to wynagradzać na wszystkie możliwe sposoby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz